PODRÓŻE | małe i duże

Prawdą jest, że szewc bez butów chodzi. Przynajmniej w moim przypadku. Ku zdziwieniu mojej rodziny i znajomych, kiedy ich zdaniem absolutnie powinnam mieć aparat ze sobą, ja jakoś dziwnym zrządzeniem losu go zapominam. A mowa tu o wycieczkach! Tych mniejszych ale też tych większych. Nie wiem czy to tylko ja tak mam, czy może reszta (może chociaż część?), ale po prostu nie lubię zabierać ze sobą aparatu kiedy podróżuje. Dlaczego? Jest kilka powodów:

  • jest ciężki! A przecież wiadomo, że jeśli już mam robić, zdjęcia, to będę potrzebować kilku obiektywów! ( = 100kg do dźwigania. I nie, nie pomyliłam ilości zer)
  • zawsze obawiam się, że przez moją niezdarność uszkodzę albo body albo obiektyw (albo oba!)
  • i ostani powód. Tak naprawdę najważniejszy. Jak już gdzieś jadę, to fotografuje to co przede mną oczami. Od zawsze tak miałam. Wolę chłonąć oczami, które zawsze bedą nadawać temu co widzę idealny balans bieli, idealne naświetlenie i dealną głębię, zamiast próbować zmienić ustawienia na aparacie tak, by chociaż w 10% oddały to co widzę.

I tak muszę przyznać, że jest ze mną coraz lepiej! Zabieram ze sobą aparat coraz częściej (1 na 10 wyjazdów). Poniżej te rzadkie przypadki kiedy akurat miałam ze sobą aparat : )

Widoczki (3 of 3)Widoczki (2 of 3)Widoczki (1 of 2)-2   Widoczki (1 of 3)Widoczki (2 of 2)

Share:

1 komentarz

  1. 29 marca 2016 / 11:25 AM

    Mam tak samo. Często też wyjeżdżając nie fotografuję celowo, by mieć chwilowy oddech od fotografowania. Sprawia to, że nigdy fotografowanie w pracy mnie nie nudzi i dzięki takim przerwom nabieram sił i inspiracji do dalszej kreatywnej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *